Kocham Was, moje cienie…

Ciemne miejsca w nas mają jedno zadanie: doprowadzić nas do naszego wewnętrznego Źródłowego światła.

„Przytul to ciemne w Tobie. Wlej Miłość w każdy swój cień” – powiedziała Dusza.

Łatwo powiedzieć! – taka byłaby zapewne moja odpowiedź jeszcze kilka lat temu. Pojawienie, zamanifestowanie się jakiegokolwiek cienia: myśli, uczucia, stanu, reakcji, schematu itd. wywoływało we mnie szereg trudnych do opisania stanów dezorientacji, lęku, braku akceptacji i nawet… odrzucenia. I tu znowu – proces. Długi i mozolny. Wewnętrzna praca. Burzenie systemu. Przebudowa. Odgruzowywanie. Porządki. Najpierw w lęku i niepewności. Ostrożność i uwalniające się wciąż pokłady napięcia. Zdejmowanie kolejnych warst iluzji na swój temat. Jak wspinaczka: im wyżej (głębiej siebie), tym intensywniej, trudniej, bardziej esencjonalnie. Czasem nie możesz złapać tchu, ale zaczynasz widzieć szerzej i pełniej. A widoki coraz piękniejsze!

Bo każdy z nas składa się ze światła i cienia. Te dwa pierwiastki są śladem Boga w nas! Są Jednym i Tym Samym. Pochodzą ze Źródła i do Niego (w nas) chcą nas doprowadzić. W Źródle mają swój początek, bowiem TAM nie ma żadnego rozróżnienia, żadnego wartościowania, podziału na dobre i złe. To tu na Ziemi, w naszej energetycznie grząskiej i gęstej matrycy rzeczywistości przywykliśmy do rozdzielania, wartościowania, stopniowania… To pułapki umysłu (w tym niższego umysłu, czyli ego). Warto zachować tu niezwykłą ostrożność i uważność. Zdając sobie sprawę z uwarunkowań naszego ziemskiego konstruktu, związanego przecież z różnymi ograniczeniami choćby w ułomności naszego rozpoznania, zyskujemy szansę na uzyskanie szerszej, niż tylko ziemska, perspektywy.

Gdy więc przyjmujemy, że cienie w nas są tak naprawdę drogą do światła w nas, latarnią wskazującą nam właściwy kierunek na oceanie naszego życia, doświadczania, powrotu do nas Źódłowych – mamy szansę wydobyć leżący w nich, zakopany i niewidoczny do tej pory dla naszych oczu, umysłu, konstruktu (Duszy nie – Ona wie więcej niż my, ale czeka na naszą otwartość i gotowość) i ograniczonego, ziemskiego postrzegania – potencjał wzniesienia.

Nie bój się ciemnych miejsc w sobie. Spotkaj się z nimi, zapoznaj, wysłuchaj, co mają Tobie do powiedzenia. Pojawi się zapewne wiele myśli i uczuć, zapewne mało komfortowych, ale zatrzymaj się przy nich w sobie, zaczekaj, daj szansę im zaistnieć, zamanifestować się, wyrazić. Zauważone, uszanowane, zaakceptowane i przyjęte – rozpuszczą się w polu Twej (Źródłowej) Miłości, a energia, którą przecież niosą (wszystko jest energią!) – wzniesie Ciebie i pomoże Ci wzrosnąć.

Taka jest rola i przeznaczenie ciemnych miejsc w nas. Rozświetlać nas u Źródła.

Ukochaj je i przyjmuj w sobie z Miłością i akceptacją. I bądź Światłem. Jesteś Światłem, tylko o tym na chwilę zapomniałeś.

Kasia

P.S. Gdy przyjmujemy z Miłością nasze cienie – przyjmujemy też z Miłością każdego człowieka. Ze wszystkim, co w sobie posiada.

Bo wszyscy jesteśmy ze sobą tak pięknie połączeni.

Zmiana w Tobie wpływa na świat. A w obecnym czasie to naturalne prawo Wszechświata jeszcze bardziej przybiera na znaczeniu i sile.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: