Od porządków u podstaw do świadomości Źródłowej…

Trudna emocja – świetnie! Biorę to! Dziś wychodzenie ze swojej strefy komfortu, czyli świadome, uczciwe i uważne spotkanie z tzw. trudną emocją czy stanem we mnie jest przyjmowane z ekscytacją i poczuciem uczestniczenia w kolejnej fascynującej, pięknej i porywającej podróży Życia.

Każde takie wejrzenie w siebie: emocjonalnego, skondensowanego, esencjonalnego, odczuwającego to przecież dar od Życia/Duszy/ Wszechświata/wreszcie od siebie samego na drodze osobistej ewolucji. To błogosławieństwo! A nie próba pognębienia nas.

Ale nie zawsze tak było. Przez całe lata ziemskiego doświadczania nie bardzo wiedziałam, co mam uczynić z całą feerią doświadczanych emocji i stanów. Płynęłam Oceanem Życia bez znajomości pojawiających się nań prądów, bez umiejętności czytania osobistej mapy podróży, zdolności nawigowania, a co najważniejsze bez znajomości samej siebie i braku zakotwiczenia w sobie.

W ten sposób odbywana podróż po porywanych nieznanymi prądami, gwałtownym wirami i niespo- dziewanymi sztormami wodach nie mogła kończyć się dobrze. Cóż… mój osobisty statek wciąż tonął, mapa Życia przepadała w odmętach wzburzonej wody, a ja chcąc utrzymać się przy Życiu, chwytałam się czego tylko mogłam.

Rozpacz, ból, lęk, poczucie bezradności… Z jednej trudnej emocji (tzw. trudne emocje czy stany to rozróżnienie na poziomie ziemskiego konstruktu, na poziomie Nieba/Duszy to po prostu informacja, energia, doświadczenie) przechodziłam płynnie w inne, jeszcze bardziej gęste, intensywniejsze, jeszcze bardziej dotkliwe…

Rozpoczęłam trwający wiele lat osobisty proces uzdrawiania/oczyszczania na podstawowym poziomie: myśli, umysłu, ego, emocji, monologu wewnętrznego, schematów myślowych, przekonań na swój temat itd.

Praca u podstaw, gruntowne porządki, oczyszczanie, odgruzowywanie, odkry- wanie tego, co znajduje pod spodem.

Uzdrawiając siebie – z coraz większą akceptacją i miłością potrafiłam przyjmować innych. Z tym wszystkim, co się na nich składa.

Zasada rezonansu, współoddziaływania. Im więcej było we mnie zgody na mnie samą, tym więcej pojawiało się zgody na drugiego człowieka.

Poczucie wolności. Ulga. Błogość.

Kolejnym krokiem było zdanie sobie sprawy/zintegrowanie w sobie tego, że wszystko jest Energią. Niby wiedziałam o tym od wielu lat, ale nie potrafiłam tej wiedzy/świadomości wpleść w doświadczenie. Co nam po wiedzy, z której nie wiemy jak, kiedy i po co z niej korzystać?!

I znowu ruszył proces. Tylko level już wyższy. Trochę błądzenia, wiele niewiadomych, ogrom potknięć, upadków nawet. Ale udało się zachować wewnętrzną dyscyplinę i wytrwałość.

Dotarcie do Przestrzeni Serca. Odczuwanie czystości i świętości tego miejsca.

Zamanifestowała się Miłość. Energia Miłości. Świadomość prowadzenia. Zaufanie Wyższemu Przewodnictwu. Iluzja siebie fałszywej odpadła. Musiała odpaść. Innego wyjścia nie było. Ego się poddało. Wreszcie. Co za ulga!

Proces trwał.

W końcu pojawiła się gotowość i otwartość na to, by usłyszeć głos Duszy. Na początku, aż trudno było mi uwierzyć w to, czego doświadczałam. Umysł podchodził krytycznie. Bojkotował. Poddawał w wątpliwość.

Znów odpuszczenie. Tak potrzebna pauza. Chwila, a nawet dni i tygodnie na wewnętrzną ciszę. Już wtedy Źródłową – czego wtedy jeszcze nie rozumiałam.

Trochę niewiadomych. Kilka upadków. Trochę wewnętrznej szarpaniny. Ale też ogrom zaufania.

I znów głos Duszy. Tym razem silniejszy i pewniejszy. A ja poddająca się już bez oporu. Umysł tym razem przestał się sprzeciwiać, wyciszył się, uspokoił. Jest wspierającym towarzyszem, a nie kontrolującym Panem.

Komunikacja z Duszą coraz sprawniejsza. Kolejny poziom. Czyżbym ja Źródłowa?

Proces. Pełna integracja. Z Duszą zespolenie. Wzruszenie i wdzięczność. Zalew Miłości.

Świadomość kosmiczna. Jestem Dzieckiem Wszechświata! Źrodło we mnie, a ja w Nim. I cały czas w drodze. Nieustannie. Jakie to piękne!

To moja droga – tak pokrótce. Od trudnych emocji i nieporadnych prób poradzenia sobie z nimi poprzez porządki u podstaw, dotarcie do Przestrzeni Serca, a wreszcie do świadomości siebie Źródłowej.

Dlatego, gdy teraz pojawia się jakaś tzw. trudna emocja czy stan to ja na to: „Świetnie! Biorę to!”.

Zapraszam to, co trudne, męczące czy wymagające do „wspólnego stołu”. Siadamy sobie razem, poznajemy się bliżej, rozmawiamy „przy herbacie”. W ten sposób lubię opisywać te nasze spotkania.

Spotykając się z czymś trudnym w nas – dotykamy przecież luk, które Wszechświat doskonale widzi i chce je móc wreszcie uzdrowić, zrównoważyć, napełnić światłem.

Stąd takie właśnie doświadczenia, które poprzez wywołanie mało komfortowych uczuć (lęk, żal, poczucie winy itd.) czy stanów otwierają szansę – energetyczny portal na ich oczyszczenie i uzdrowienie.

Bo wszystko jest Energią. Myśli i uczucia też.

Trudne emocje – praca u podstaw, by móc się wreszcie wznieść.

To droga do osobistego Mistrzostwa.

P.S. Im bliżej siebie jesteśmy, im bardziej zjednoczeni ze swoim Osobistym Centrum we wspólnym tańcu doświadczania i wzrostu, im więcej takich „spotkań” przepuściliśmy przez siebie, tym rzadziej doświadczamy trudnych emocji, ponieważ wibrujemy na innych, wyższych częstotliwościach, w Energii harmonii, pokoju i Miłości.

Czego nam Wszystkim życzę.

Kasia

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: