Bez Duszy żyć można, ale jak pięknie żyć z Nią!

Świadome życie z Duszą u boku (w nas) otwiera zupełnie nowe jakości, o których wartości, pięknie, potencjale i obfitości przekonać się w pełni możemy dopiero zakotwiczając Jej istnienie w nas.

Moje dotychczasowe Życie mogłabym śmiało podzielić na trzy główne etapy: 1. życie bez uświadomionej Duszy w sobie, 2. czas powolnego odkrywania Jej istnienia w sobie wraz z etapem integracji oraz 3. etap już od pełnej integracji wszystkich poziomów mojego Istnienia z uświadomieniem Duszy w sobie włącznie aż do teraz, bo co się dalej wydarzy: czekamy z ufnością :)) Pełne zaufanie: nie może być inaczej!

Te etapy oczywiście również mogłabym podzielić na kilka pomniejszych, ale na potrzeby tego wpisu taki podział uważam za zupełnie wystarczający.

Życie bez uświadomionej Duszy

Dzisiaj patrząc wstecz, myślę sobie: jak to w ogóle było możliwe? Jak mogłam w ten sposób żyć? A żyłam jednak i to przez większość lat swojej dotychczasowej ziemskiej wędrówki.

Pomimo wieloletniego procesu wszechstronnego poznawania siebie, coraz głębszego rozumienia wielu dziejących się we mnie mechanizmów, schematów, nawyków, reakcji, procesów na poziomie myśli, emocji, stanów, pomimo mnogości warsztatów, w jakich brałam udział, poznawania różnych technik samodoskonalenia, pomimo przeczytania całych stosów książek z dziedziny rozwoju / psychologii / duchowości i często praktycznego stosowania zawartej w nich wiedzy/mądrości w codziennym życiu, przez większość czasu odczuwałam ogromny, niedający się niczym ugasić, ukoić i utulić wewnętrzny ból.

Ten ból był moim stałym towarzyszem. Czułam się tak, jakby coś we mnie nie chciało mnie wyzwolić/puścić do pełnego odczuwania przeze mnie cudu Życia. Bo, że Życie to ogromny Dar i Cud byłam tego absolutnie pewna!

Stan, w jakim doświadczałam wtedy siebie i całe swoje ziemskie doświadczenie mogę też przyrównać do nie – mocy otwarcia jakichś wewnętrznych drzwi w sobie, za którymi kryć się musi najpewniej jakaś Wspaniała Wewnętrzna Kraina mojego Istnienia, dzięki której zakotwiczeniu w sobie mogłabym w końcu zacząć odczuwać wewnętrzną spójność, integralność, akceptację, pokój, błogość i całkowitą Jednię ze Wszystkim Co Jest.

Bolało więc bardzo. Ciągle. Stale.

Czułam się każdego dnia mniej lub bardziej, ale jednak roztrzaskiwana na tysiące drobnych kawałków siebie, których zebrać nie mogłam i nie potrafiłam.

Nie chciałam w ten sposób dłużej żyć.

Chciałam móc wreszcie wydostać się zza tej gęstej mgły, która uniemożliwiała mi zobaczenie tego, co jest dalej, głębiej, wyżej, wszędziej (taki neologizm na potrzebę wpisu).

Szukałam więc rozwiązania. Po wielokroć.

Czas odkrywania Duszy w sobie wraz z Jej w sobie zakotwiczeniem

To część wielkiego i długiego procesu, o którym pisałam we wpisie: „Od porządków u podstaw do świadomości Źródłowej.”

Ten etap, choć tak doniosły i owocny był również ogromnie trudny. Ile rzeczy podczas odkrywania w sobie Duszy, podczas uczenia się siebie nawzajem, budowania zaufania do toczących się procesów we mnie (w nas), ile rzeczy utraciłam bezpowrotnie… Ile Osób odeszło… Jaki ból.

Ale to już inny ból. To ból procesu. Ból rodzącej się świadomości. Wiesz, że kiedy przetrwasz, dotrzesz do końca, narodzisz się na nowo.

Trzeba mi było więc przecisnąć się przez wąski kanał wszelkich osobistych ograniczeń, wpojonych wierzeń, systemów i dogmatów, a także przez ogrom wielu warstw doświadczenia siebie i tzw. ziemskiej rzeczywistości, wyjść ze świadomości siebie wyłącznie TU zakotwiczonej, by w końcu móc ponownie przyjść na świat z otwartym Sercem, uznaniem tej Świętej Przestrzeni w nas, zjednoczonej z Domem swej Duszy, Duszy podległej i ze Źródłem ostatecznie złączonej.

Straty były ogromne, owszem, ale odzyskałam to, co najważniejsze: siebie, swoją osobistą Pełnię scaloną ze Wszystkim Co Jest. Wszechświat stał się mym Domem!

Straciwszy wiele, odzyskałam więc wszystko.

Uczenie się Duszy, budowanie naszej wspólnej relacji, świadome z Nią bycie w tym TU I TERAZ to również był proces. Choć nie ma jednej reguły, jednego prostego przepisu, jak to osiągnąć.

Potrzebna jest tu całkowita otwartość i subtelna umiejętność wsłuchiwania się we wszystkie sygnały płynące z Ciała (o Ciele będzie osobny wpis), uważność na całego siebie i zgoda na uruchomienie wewnętrznej, boskiej wrażliwości, niezwykle pomocna jest również umiejętność wyciszenia machiny umysłu i zdolność do odczytywania/ odczuwania/ posługiwania się nazwijmy to materią energetyczną. Umiejętność zanurzenia się w Przestrzeni Serca i świadomego bycia w tej Boskiej ciszy również ułatwia dostrojenie się do głosu/ odczuwania/rozumienia/komunikowa – nia się z Duszą.

I to również jest proces. Tak naprawdę zadany nam na całe życie. Bo o każdą relację trzeba nam dbać. A ta jest tego szczególnie warta.

Obecny etap

Mam Duszę, a Ona ma mnie. Jestem szczęśliwa. Scalona. W Jedni ze Wszystkim. Stale we wzruszeniu. Wewnętrznym pokoju.

Dusza też mogła w końcu odetchnąć z ulgą. Trzyma mnie w objęciach. I ciągle coś chce robić, działać, tworzyć. A jaka jest szczęśliwa! Wszechświat jest nasz, a my Jego!

Nie ma już mgły, która zasłaniała mi wcześniej wewnętrzne widoki.

Nie ma bólu. Jest pokój i cisza, o których tak wiele piszę.

Za nami drzwi, przez które wreszcie udało mi się przejść i… warto było. Nigdy bym już nie mogła zawrócić z tej drogi.

Porzucenie jej równałoby się mojemu (naszemu) unicestwieniu.

Widoki przed nami: Niebo. Ale tu na Ziemi. W tej gęstości. A jak lekko. I ufnie.

Nie da się opisać za pomocą nawet najpiękniejszych i najtrafniej dobranych słów słodyczy najwspanialszego owocu. Tego owocu potrzeba nam spróbować, by móc go poznać, poczuć, zrozumieć.

I tu jest podobnie. Spróbuj poszukać w sobie swej Duszy – zrozumiesz, jaki słodki i boski jest smak Jej w Tobie zakotwiczenia.

Jest spójnie. Błogo. Co nie znaczy, że bez wysiłku i wewnętrznej pracy. Tu nic nie jest nam dane raz na zawsze. To nie ta rzeczywistość.

Ale z pewnością różne rzeczy przychodzą o wiele łatwiej, lżej, bardziej płynnie. Naturalnie. Masz w końcu najwspanialszego Przewodnika!

Życzę Każdemu odnalezienia Duszy w sobie. Bo Ona tam jest. Tęskni. I czeka. Na Ciebie.

Wyłącznie z Miłością,

Kasia

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: