Zaufanie wszelkim procesom odnajdziesz tylko w sobie…

Od kilku lat jesteśmy w intensywnym procesie odbywającym się zarówno na poziomie każdej jednostki, jak i ogółu Ludzkości. Każdy mikroświat Istoty Ludzkiej rodzi się na nowo w oczyszczającym ogniu zmian. Cały Makroświat Ludzkości i konstruktu naszej ziemskiej rzeczywistości również znajduje się w transformujących płomieniach przemiany. To się dzieje teraz. I tak ma być. Wracamy do siebie.

Będzie dobrze, Kochani.

Zostawić, co stare

Aby proces ten mógł się dopełnić konieczne jest nam jednak zrzucić wszystko to, co stare, nieaktualne i uwierające naszą Boską, Źródłową i czystą praNaturę. Byśmy wreszcie mogli powrócić do siebie oczyszczonych ze wszystkiego, co zakryło nam pamięć o nas Pięknych, Dobrych, Czystych, Boskich w swym rdzeniu.

Każdym narodzinom towarzyszy ból. To naturalna część tego trudnego, pięknego i poruszającego procesu. A my się właśnie rodzimy!

Na ten moment doświadczeniowy odczuwa to już każdy z nas. Bez wyjątku.

Różnimy się jedynie miejscem na tej wspólnej drodze, która ma nas doprowadzić do jednego: do siebie źródłowego. Bosko scalonego. Czystego w swej Prawdzie. W Miłości zanurzonego.

Na szlaku zmian

Jesteśmy więc w drodze. Na kosmicznym szlaku zmian. Kiedyś może jeszcze łagodnym i pozwalającym zaoszczędzić nam nieco sił. Ale teraz już stromym i wymagającym wprawy, wysiłku, zaangażowania wszelkich dostępnych nam osobistych narzędzi i zasobów, szczególnej uważności, świadomości poczynianych przez nas kroków i podejmowanych decyzji, skupienia się na naszym ostatecznym i wzniosłym celu.

Widoki coraz rozleglejsze, wspanialsze, choć nie zawsze dla wszystkich od razu zrozumiałe. Do wszystkiego domaszerujemy. Potrzeba nam czasu i zaufania. I bycia w sobie. W ciszy Serc.

Trwajmy przy sobie

Trwonienie własnej energii na rozglądanie się wokół, oddawanie cennej uwagi wszystkiemu, co mogłoby nas rozpraszać lub oddalać nas od swojego osobistego Centrum, podtrzymywanie w sobie stanu lęku czy przerażenia, zbaczanie na szlaki innych Osób, którzy jak my kroczą tą wzniosłą ścieżką, wreszcie karmienie siebie tym, co z zewnątrz pochodzi, nie będzie nam w niczym pomocne podczas naszej mozolnej, ale jakże wspaniałej wędrówki. Trwajmy przy sobie.

Bo każdy idzie sam. Każdy sam winien przejść tą drogę. Nie ma innej możliwości. Ale trzymając się w pełnym zaufaniu swego kursu i podążając głosem swych Serc, dajemy piękne świadectwo innym Podróżującym i rozświetlamy polem naszych Serc ścieżki innym Istotom.

Idąc samemu – współdzielimy naszą drogę z drogami Innych Serc. I nawzajem sobie tak pięknie służymy.

Drogowskazy

Zwrócenie się do swojego Centrum, wewnętrzna cisza, świadomość swojej drogi, celowości i wartości podejmowanego wysiłku, kompas zakotwiczony w Przestrzeni Serca, oddanie się prowadzeniu Duszy – to Twoje/nasze osobiste drogowskazy. Dane Tobie/nam wprost od Źródła. Byśmy drogi nie zgubili.

Zaufanie procesom

Potrzeba nam zaufać. Bo tak naprawdę nie ma lepszego wyjścia. To jedyna droga. To jest TEN CZAS. Im bliżej siebie będziemy, w im czulszym i bardziej uważnym kontakcie ze sobą, tym łagodniej i spokojniej przejdziemy przez wszelkie burze.

Zaufaj mi. Zaufaj sobie. Zaufaj wszelkim wewnętrznym procesom.

Nie szukaj pokoju i ciszy w zewnętrznym świecie – tam ich nigdy nie znajdziesz. Ale jeśli je sam w sobie zakotwiczysz – zewnętrzny świat będzie Cię stale w nich utwierdzał, o nich w Tobie przypominał, je w Tobie umacniał.

Materia odpowiada na energię, energia przyciąga materię, która odpowiada jej częstotliwościom. Podobne przyciąga podobne. Odnajdując pokój w sobie, wypełniając się wibracją pokoju Serca będziemy szukać ich w świecie materii i co więcej: stale znajdować ich w materii manifestację. Na potwierdzenie naszego wewnętrznego świata.

Jestem bezpieczna.

Jestem bezpieczny.

Wszystko dzieje się dla mojego/naszego najwyższego dobra.

Wszystko, co od Miłości nie pochodzi musi się rozpaść, wszystko, co Światła nie wyraża musi przeminąć. Nie bójmy się.

Jak odważne, silne i piękne są nasze Dusze, że zgodziły się w takim czasie zejść tu w to ziemskie doświadczenie.

Ufaj. Ja ufam. Niezmiennie. Będzie dobrze. Wracamy do Domu.

Z Miłością,

Kasia.

P.S. Słowa o odwadze naszych Dusz do zejścia na Ziemię w TYM czasie wzięły swój początek w cudownej wiadomości, jaką otrzymałam kilka dni temu od Pięknej i pełnej Światła Istoty. Dziękuję Ci, Cudowna Duszo.

Nasze Dusze – jakże są odważne!

Bez Duszy żyć można, ale jak pięknie żyć z Nią!

Świadome życie z Duszą u boku (w nas) otwiera zupełnie nowe jakości, o których wartości, pięknie, potencjale i obfitości przekonać się w pełni możemy dopiero zakotwiczając Jej istnienie w nas.

Moje dotychczasowe Życie mogłabym śmiało podzielić na trzy główne etapy: 1. życie bez uświadomionej Duszy w sobie, 2. czas powolnego odkrywania Jej istnienia w sobie wraz z etapem integracji oraz 3. etap już od pełnej integracji wszystkich poziomów mojego Istnienia z uświadomieniem Duszy w sobie włącznie aż do teraz, bo co się dalej wydarzy: czekamy z ufnością :)) Pełne zaufanie: nie może być inaczej!

Te etapy oczywiście również mogłabym podzielić na kilka pomniejszych, ale na potrzeby tego wpisu taki podział uważam za zupełnie wystarczający.

Życie bez uświadomionej Duszy

Dzisiaj patrząc wstecz, myślę sobie: jak to w ogóle było możliwe? Jak mogłam w ten sposób żyć? A żyłam jednak i to przez większość lat swojej dotychczasowej ziemskiej wędrówki.

Pomimo wieloletniego procesu wszechstronnego poznawania siebie, coraz głębszego rozumienia wielu dziejących się we mnie mechanizmów, schematów, nawyków, reakcji, procesów na poziomie myśli, emocji, stanów, pomimo mnogości warsztatów, w jakich brałam udział, poznawania różnych technik samodoskonalenia, pomimo przeczytania całych stosów książek z dziedziny rozwoju / psychologii / duchowości i często praktycznego stosowania zawartej w nich wiedzy/mądrości w codziennym życiu, przez większość czasu odczuwałam ogromny, niedający się niczym ugasić, ukoić i utulić wewnętrzny ból.

Ten ból był moim stałym towarzyszem. Czułam się tak, jakby coś we mnie nie chciało mnie wyzwolić/puścić do pełnego odczuwania przeze mnie cudu Życia. Bo, że Życie to ogromny Dar i Cud byłam tego absolutnie pewna!

Stan, w jakim doświadczałam wtedy siebie i całe swoje ziemskie doświadczenie mogę też przyrównać do nie – mocy otwarcia jakichś wewnętrznych drzwi w sobie, za którymi kryć się musi najpewniej jakaś Wspaniała Wewnętrzna Kraina mojego Istnienia, dzięki której zakotwiczeniu w sobie mogłabym w końcu zacząć odczuwać wewnętrzną spójność, integralność, akceptację, pokój, błogość i całkowitą Jednię ze Wszystkim Co Jest.

Bolało więc bardzo. Ciągle. Stale.

Czułam się każdego dnia mniej lub bardziej, ale jednak roztrzaskiwana na tysiące drobnych kawałków siebie, których zebrać nie mogłam i nie potrafiłam.

Nie chciałam w ten sposób dłużej żyć.

Chciałam móc wreszcie wydostać się zza tej gęstej mgły, która uniemożliwiała mi zobaczenie tego, co jest dalej, głębiej, wyżej, wszędziej (taki neologizm na potrzebę wpisu).

Szukałam więc rozwiązania. Po wielokroć.

Czas odkrywania Duszy w sobie wraz z Jej w sobie zakotwiczeniem

To część wielkiego i długiego procesu, o którym pisałam we wpisie: „Od porządków u podstaw do świadomości Źródłowej.”

Ten etap, choć tak doniosły i owocny był również ogromnie trudny. Ile rzeczy podczas odkrywania w sobie Duszy, podczas uczenia się siebie nawzajem, budowania zaufania do toczących się procesów we mnie (w nas), ile rzeczy utraciłam bezpowrotnie… Ile Osób odeszło… Jaki ból.

Ale to już inny ból. To ból procesu. Ból rodzącej się świadomości. Wiesz, że kiedy przetrwasz, dotrzesz do końca, narodzisz się na nowo.

Trzeba mi było więc przecisnąć się przez wąski kanał wszelkich osobistych ograniczeń, wpojonych wierzeń, systemów i dogmatów, a także przez ogrom wielu warstw doświadczenia siebie i tzw. ziemskiej rzeczywistości, wyjść ze świadomości siebie wyłącznie TU zakotwiczonej, by w końcu móc ponownie przyjść na świat z otwartym Sercem, uznaniem tej Świętej Przestrzeni w nas, zjednoczonej z Domem swej Duszy, Duszy podległej i ze Źródłem ostatecznie złączonej.

Straty były ogromne, owszem, ale odzyskałam to, co najważniejsze: siebie, swoją osobistą Pełnię scaloną ze Wszystkim Co Jest. Wszechświat stał się mym Domem!

Straciwszy wiele, odzyskałam więc wszystko.

Uczenie się Duszy, budowanie naszej wspólnej relacji, świadome z Nią bycie w tym TU I TERAZ to również był proces. Choć nie ma jednej reguły, jednego prostego przepisu, jak to osiągnąć.

Potrzebna jest tu całkowita otwartość i subtelna umiejętność wsłuchiwania się we wszystkie sygnały płynące z Ciała (o Ciele będzie osobny wpis), uważność na całego siebie i zgoda na uruchomienie wewnętrznej, boskiej wrażliwości, niezwykle pomocna jest również umiejętność wyciszenia machiny umysłu i zdolność do odczytywania/ odczuwania/ posługiwania się nazwijmy to materią energetyczną. Umiejętność zanurzenia się w Przestrzeni Serca i świadomego bycia w tej Boskiej ciszy również ułatwia dostrojenie się do głosu/ odczuwania/rozumienia/komunikowa – nia się z Duszą.

I to również jest proces. Tak naprawdę zadany nam na całe życie. Bo o każdą relację trzeba nam dbać. A ta jest tego szczególnie warta.

Obecny etap

Mam Duszę, a Ona ma mnie. Jestem szczęśliwa. Scalona. W Jedni ze Wszystkim. Stale we wzruszeniu. Wewnętrznym pokoju.

Dusza też mogła w końcu odetchnąć z ulgą. Trzyma mnie w objęciach. I ciągle coś chce robić, działać, tworzyć. A jaka jest szczęśliwa! Wszechświat jest nasz, a my Jego!

Nie ma już mgły, która zasłaniała mi wcześniej wewnętrzne widoki.

Nie ma bólu. Jest pokój i cisza, o których tak wiele piszę.

Za nami drzwi, przez które wreszcie udało mi się przejść i… warto było. Nigdy bym już nie mogła zawrócić z tej drogi.

Porzucenie jej równałoby się mojemu (naszemu) unicestwieniu.

Widoki przed nami: Niebo. Ale tu na Ziemi. W tej gęstości. A jak lekko. I ufnie.

Nie da się opisać za pomocą nawet najpiękniejszych i najtrafniej dobranych słów słodyczy najwspanialszego owocu. Tego owocu potrzeba nam spróbować, by móc go poznać, poczuć, zrozumieć.

I tu jest podobnie. Spróbuj poszukać w sobie swej Duszy – zrozumiesz, jaki słodki i boski jest smak Jej w Tobie zakotwiczenia.

Jest spójnie. Błogo. Co nie znaczy, że bez wysiłku i wewnętrznej pracy. Tu nic nie jest nam dane raz na zawsze. To nie ta rzeczywistość.

Ale z pewnością różne rzeczy przychodzą o wiele łatwiej, lżej, bardziej płynnie. Naturalnie. Masz w końcu najwspanialszego Przewodnika!

Życzę Każdemu odnalezienia Duszy w sobie. Bo Ona tam jest. Tęskni. I czeka. Na Ciebie.

Wyłącznie z Miłością,

Kasia

Jesteś Bohaterem Baśni swojego Życia

Nie ma piękniejszej i ważniejszej opowieści dla Ciebie od baśni Twojego Życia.

Tak często z zachwytem w oczach, zaschniętym z wrażenia gardłem i przyspieszonym biciem Serca czytamy historie czy opowieści o różnych, wspaniałych, odważnych i dzielnie stawiających czoło rozmaitym przeciwnościom losu bohaterach.

Podziwiamy szczerze ich hart Ducha, niezłomność i szlachetną waleczność w podążaniu własną drogą czy radzeniu sobie w najtrudniejszych nawet okolicznościach i zrządzeniach losu, pomimo często nieułatwiającego powodzenie w walce o słuszną sprawę i niesprzyjającego im środowiska pochodzenia, miejsca narodzin, warunków życiowych, czyli mówiąc najogólniej tzw. startu.

Najpiękniejsze i najbardziej poruszające moim zdaniem scenariusze opowieści, baśnie dnia (nie) codziennego, ziemskiego pisze jednak i na szczęście samo Życie. Nasze TU I TERAZ. Nasze wczoraj, dziś i jutro. Wespół z naszą Duszą, Nadduszą i samym Źródłem wreszcie.

Jesteś najpiękniejszym, najdzielniejszym i najwspanialszym Bohaterem Baśni swojego Życia. Nawet jeśli w tym momencie wcale w ten sposób o sobie i swoim Życiu nie myślisz.

Otrzymałeś wraz z Jej początkiem pisania się na kartach Kosmicznej Księgi WszechOpowieści wszystko to, co ma w jak najlepszy sposób służyć Tobie i Twojemu wzrostowi. Co ma doprowadzić Ciebie, jak wszystkich Dzielnych Bohaterów, do szczęśliwego zakończenia swojej ziemskiej opowieści. A do początku Baśni o Tobie nieskończonym.

Dostałeś Ciało, które odbiera świat nie tylko za pomocą pięciu podstawowych zmysłów, ale też całego swojego konstruktu fizyczno-energetycznego. Ta subtelna materia wywiera wpływ na całego Ciebie, użyczając Ci wszelkich potrzebnych narzędzi i zasobów.

Dostałeś Serce, które czuje, rozumie, odbiera i obejmuje nie tylko Ciebie, ale również każdego drugiego człowieka, świat i całą tzw. rzeczywistość wraz z jej niewidoczną gołym okiem, a rozumianą wibracją Serca scenografią Wszechświata.

Dostałeś Duszę, która mając szersze spojrzenie na całego Ciebie i Twoją rolę w tej niezwykłej Baśni Życia prowadzi Ciebie najbezpieczniej jak to tylko możliwe pośród największych zamieci, najciemniejszych borów i najbardziej wymagających wypraw. To Twoja Mapa i Nawigacja tej Mapy jednocześnie.

Dostałeś możliwość bezpośredniego łączenia się z Bogiem/Źródłem/Najwyższą Miłością w Tobie poprzez czujące Serce i zanurzoną w Boskim promieniu poznania Duszę.

Dostałeś też umysł, który w odpowiedni sposób poprowadzony, może być Twoim wielkim sprzymierzeńcem podczas wymagających aktu rozwagi i roztropności wielości decyzji i wyborów.

Masz więc absolutnie WSZYSTKO.

Jesteś KOMPLETNY, WYSTARCZALNY, CAŁOŚCIOWY.

Tylko teraz podczas pisania się piórem Twoich wszelkich kroków, działań, decyzji, ruchów, wstrzymań, poszukiwań, pytań i odpowiedzi kart Twojej Baśni trzeba się Tobie do Ciebie tego kompletnego, idealnie boskiego, cudownie stworzonego i źródłowo najpełniejszego domaszerować. Jaki to piękny scenariusz!

Zarzuć więc plecak na ramiona, kilka gwiazdek do kieszeni schowaj na szczęście, ciepły koc spakuj i ruszaj w drogę.

Po siebie.

Cudowny Bohaterze.

Z miłością,

Kasia

Co możesz TERAZ dobrego zrobić dla siebie i całej Ludzkości?

Każde DZIŚ, każde TU I TERAZ jest ważne, bo w bezpośredni sposób tworzy nasze JUTRO. Ale to obecne TU I TERAZ jest ważne, jak nigdy wcześniej jeszcze nie było .

To Czas Przejścia, Kochani.

Służąc z Miłością swojej Duszy, podążając z zaufaniem drogą, jaką dla nas przygotowała i realizując z pełną otwartością i akceptacją plan, jaki ma stać się naszym doświadczeniem w tym ziemskim wcieleniu, służymy nie tylko sobie, ale w bezpośredni sposób przyczyniamy się do wzrostu całej Ludzkości i ewolucji naszej pięknej Matki Ziemi. To nasze zadanie, nasza droga i jej sens. Służąc sobie – sĺużymy Innym.

Dziś, jak nigdy wcześniej, warto podążać za swoją Duszą, by mogła jak najbardziej stabilnie i spokojnie przeprowadzić nas przez ten wyjątkowy czas.

Każdy nasz ruch, myśl, słowo, emocja, stan, działanie: wszystko, co czynimy, czego się podejmujemy, czemu dajemy swoją uwagę, wszystko to, co zasilamy swoją myślą czy postawą, zostawia energetyczny ślad w Boskiej Matrycy, oddziałowując nie tylko na nas, ale również na bliskie nam osoby, całe nasze otoczenie, a w rezultacie – łącząc się za pomocą sieci energetycznych z polami elektromagnetycznymi wytwarzanymi przez inne Osoby – na cały świat. Bo wszystko jest Energią zanurzoną w Boskiej Matrycy, będąc jej częścią i całością jednocześnie:

„(…) Mając na uwadze te połączenia, musimy zacząć myśleć o sposobie, w jaki odnosimy się do życia, naszych rodzin, a nawet przypadkowych znajomości z nowej, potężnej perspektywy. Dobre czy złe, słuszne czy niesłuszne, nic – od najjaśniejszych i najpiękniejszych życiowych doświadczeń aż po najstraszliwsze przykłady ludzkiego cierpienia – nie może być dłużej lekceważone jako przypadkowe zdarzenie. Jasne jest, iż kluczem do uleczenia, pokoju, obfitości, tworzenia, doświadczeń, kariery oraz związków przynoszących nam radość, jest zrozumienie właśnie tego, jak głęboko jesteśmy powiązani ze wszystkim w naszej rzeczywistości.” – pisze G. Braden w swojej pracy pt. „Boska Matryca” (wyd. z roku 2019, str. 43-44).

To samo prawo zależności i wzajemnego oddziaływania dotyczy każdego poziomu naszego Istnienia, zarówno na planie fizycznym, jak i duchowym oraz – w szerszym aspekcie – losów całej Ludzkości i całego świata.

Cokolwiek więc robimy dla siebie – czynimy dla innych. I od tego trzeba zacząć. Od siebie. Zawsze. Każdy dzień rozpoczynam od pełnego miłości i uważności wejrzenia w siebie: spotykam się z sobą w sobie, szukam siebie w ciszy swojego Serca, zaglądam z czułością do Domu swej Duszy. Jeśli coś we mnie potrzebuje oczyszczenia – nie przeszkadzam toczyć się temu procesowi, jeśli coś wymaga uzdrowienia – wspomagam i towarzyszę. Wznosząca energia Miłości domaga się wpierw naszego wewnętrznego uzdrowienia. Ale uzdrawiając siebie, podnosząc swoją świadomość i doświadczając siebie w przestrzeni serca – dokładamy cegiełkę zarówno do własnego wzrostu, jak i ewolucji całej Ludzkości. Reagując sercem – roztaczamy jego uzdrawiające pole na innych ludzi. Podążając drogą swojej Duszy – nadajemy kierunek losom świata.

Uzdrawiając więc siebie – uzdrawiamy świat.

Ta myśl jest pięknym podsumowaniem moich osobistych wejrzeń i dotychczasowej drogi w jedności z przestrzenią Serca. Być może za jakiś czas inna myśl, refleksja czy inne rozpoznanie będzie mi towarzyszyć. Jestem otwarta i z ufnością przyjmę wszystko to, co Dusza dla mnie przygotowała na naszej wspólnej drodze wzrastania, a tym samym powrotu do Domu Najwyższej Miłości. Jesteśmy w tym razem.

Jak pomóc sobie i całej Ludzkości w Czasie Przejścia?

  1. Nieś Miłość Ludzkości. Cokolwiek robisz – czyń to z Miłością i dla Miłości. Niech Twoje Serce będzie czyste. Niech Twoje intencje będą czyste, a Ty sam/a niewinny/a.
  2. Zrozum, że każdy ma swoją drogę. Uszanuj miejsce, w którym znajduje się drugi człowiek. Przyjmuj i akceptuj drugiego człowieka całkowicie takim, jaki jest.
  3. Nie reaguj złem na zło. Jeśli jednak ktoś Ciebie krzywdzi – stawiaj granice i broń się.
  4. Wybieraj wewnętrzny pokój zamiast lęku! W dzisiejszym świecie ogromne pokłady lęku są generowane przez rozmaite siły, media czy innych ludzi. Lęk niczego nie wnosi, jest niepotrzebnym balastem, niskowibrującym, oblepiającym, energetycznym wirem, który dosłownie ściąga Ludzkość w dół. Wypełniaj się wewnętrznym światłem i pokojem. Jeśli nie wiesz, w jaki sposób pozbyć się lęku, wyobrażaj sobie, jak strumień boskiego światła przechodząc przez Ciebie – dosłownie zaczyna „rozpuszczać” gęstą sieć utkaną przez wibracje lęku aż do jej całkowitego rozrzedzenia i ostatecznie rozpuszczenia. Możesz również wyobrażać sobie, jak ten ciemny wir lęku opuszczając Twoje ciało, jest wchłaniany przez Najwyższą Miłość/Stwórcę/Źródło. Dobro, Światło i Miłość w ostatecznym rozrachunku zawsze zwyciężają.
  5. Czyń z radością i pełnym zaangażowaniem wszystko, co staje się Twoim udziałem. To jedna z najpiękniejszych czynnych medytacji w pełni zanurzona w zwyczajnej codzienności, taka modlitwa uważności i miłości do wszystkiego, co składa się na każdy Twój dzień.
  6. Żyj, doświadczaj, podążaj drogą swojego ziemskiego wzrastania – będąc w pełni zanurzonym w Przestrzeni Serca, reagując z poziomu Serca, a nie niższego umysłu – ego.
  7. Ufaj drodze swojej Duszy i daj się Jej z ufnością prowadzić przez wszystkie doświadczenia Twojego ziemskiego Życia: celem Waszej wspólnej wędrówki jest tylko i wyłącznie Twój piękny rozwój, wzrastanie i dopełnienie, byś w końcu zintegrowany, spójny i zjednoczony z pełnią boskiej miłości i światła powrócił do Domu Najwyższej Miłości.
  8. Miej na uwadze iluzoryczność doświadczanej rzeczywistości. To, co wydaje się takim jakim jest, w rzeczywistości jest czymś zupełnie innym. Nasz odbiór tzw. rzeczywistości to jedynie jedna z wielu możliwych interpretacji.
  9. Regularnie oczyszczaj swój umysł z wpływów, filtrów, przekazów, przekonań, naleciałości i programów świata zewnętrznego, pamiętając że umysł ma naturę „gąbki”, która z łatwością wchłania w siebie wszelkie wpływy i filtry narzucane jej przez cywilizację, kulturę, media itd.
  10. Rozważ, czemu oddajesz swoją uwagę, czym siebie karmisz, czym zasilasz. Ja od dawna nie oglądam, nie słucham i nie czytam wiadomości, a jeśli czasem sięgam po ten nośnik (dez)-informacji – czynię to z perspektywy obiektywnego, uważnego i zdystansowanego obserwatora. Zachowuję przy tym jasność umysłu i świeżość spojrzenia, a pojawiające się tzw. informacje odbieram jako kolejną „opowieść” czy interpretację. A nie jedyną i słuszną prawdę.
  11. Patrz na Wszystko Co Jest ze świadomością tego, że jest jakaś potężna, wspaniała i wszystkowiedząca Siła/Energia/Źródło, które utrzymuje, organizuje i porządkuje Wszystko Co Jest ze swojej boskiej, pełnej Nieskończonej Miłości, Mądrości i Troski (o Wszystko Co Jest) perspektywy. A my – jesteśmy tego cudowną częścią.
  12. Dziękuj naszej Matce Ziemi za wszystkie Jej dary. Ja wielokrotnie w ciągu dnia odczuwam głęboką wdzięczność za wszystko, czym Matka Natura dzieli się ze mną: za to, że daje mi dom, schronienie, za powietrze, którym mogę oddychać, za wodę, która gasi pragnienie, za ziemię, która wydaje owoc, za słońce, które ogrzewa i napełnia swoim światłem nie tylko ciało, ale i ducha, za pyszne owoce, warzywa, ziarna, nasiona, za piękno i niezwykłość świata roślin i zwierząt, za bogactwo i inspirującą zmienność wszystkich pór roku.
  13. Miej świadomość tego, że właśnie TERAZ na naszych oczach dzieje się jeden z najważniejszych zwrotów w całej historii ludzkości i świata (Wszechświata). To nie jest tylko moje odczucie, zdanie czy rozpoznanie. To rozpoznanie wielu wysoko świadomych Osób. Wszystko dzieje się po coś. Ludzkość, a wraz z nią cała nasza planeta, mają ogromną szansę (po raz pierwszy od tysięcy lat!) na gigantyczny krok ewolucyjny, wzrost i dostrojenie do boskich częstotliwości czystej Miłości i Światła. To się dzieje, Kochani!
  14. I jeszcze raz podkreślę: czyń wszystko z Miłości, w Miłości, poprzez Nią i dla Niej. Jeśli ktoś nie chce jej przyjąć – błogosław mu. Ale się nie zniechęcaj. Nieś Światło wszędzie tam, gdzie się pojawiasz. Bądź Istotą Światła. Jesteś Nią.

My z Duszą działamy bardzo intensywnie. To dla nas czas wielkiej pracy i ogromnego wysiłku. Na razie dajemy radę, choć bywamy, przede wszystkim ja fizyczna (moje ciało), osłabione i zmęczone. Chwile przeznaczone na odpoczynek, regerację, lekkie posiłki (potrzeba jedzenia coraz mniejsza), nawadnianie organizmu wodą i sokami wystarcza mi (nam), by nabrać nowych sił. I oczywiście stałe wypełnianie się wewnętrznym światłem to nasz codzienny rytuał. Jest to też forma tak potrzebnej dziś ochrony wobec różnych wyzwań i zagrożeń. Bo takowe też występują.

Idź z ciszą w sercu. Nieś Światło. I Miłość nieś. Ale zawsze powracaj do swojego Osobistego Centrum, by siebie z oczu nie stracić.

Dziękuję Tobie.

Kasia.

Trudne doświadczenia w świetle nowej perspektywy…

Trudne chwile, sytuacje, doświadczenia są naturalną częścią ziemskiej wędrówki. W tym prostym i niekoniecznie odkrywczym stwierdzeniu kryje się jednak kilka warstw i poziomów, których rozpoznanie jest nam dostępne wraz z każdym kolejnym osobistym wzrostem i ewolucją.

Nasze postrzeganie trudności

To, co w podstawowym, ludzkim rozumieniu zwykliśmy nazywać trudnościami, w ujęciu szerszej (duchowej, kosmicznej) perspektywy jest tylko i aż naszym kolejnym doświadczeniem. W boskim (źródłowym) ujęciu nie ma czegoś takiego jak trudności – trudne doświadczenia. To wartościujące określenie – rozpoznanie ma swój początek jedynie w naszym postrzegającym wszystko w dualny, a przez to ograniczony, wąsko postrzegający i zamknięty na szerszą (boską) perspektywę sposób, konstrukcie naszego umysłu.

Podczas naszej krótkiej wędrówki tu na Ziemi spotykają nas więc po prostu doświadczenia. Nie są one ani dobre, ani złe. Wchodzą w orbitę naszej ziemskiej drogi wyłącznie po to, byśmy mogli rozwijać się, wzrastać, ewoluować. Takie spojrzenie odciąża „zawartość” każdego doświadczenia z ułomności naszego ziemskiego poznania, pozwala nam uchwycić potencjał tkwiący w każdej sytuacji oraz powziąć całkowitą odpowiedzialność za siebie, wszystkie swoje reakcje, wybory oraz w końcu całe swoje ziemskie życie.

Kto stoi za trudnościami?

Najogólniej można ująć, że nasza karma, nasz los karmiczny (w tym po części karma ogółu Ludzkości), całościowa (choć wcale nie ostatecznie przesądzona i jedyna) droga naszej Duszy – Plan Duszy.

Pewne doświadczenia (również te w ludzkim rozumieniu trudne) muszą się zadziać, zamanifestować, dopełnić, jeśli jest to jedyny sposób na odbycie przez nas konkretnej, zadanej nam lekcji. I w tym sensie jesteśmy za ich pojawienie się w orbicie naszego Istnienia również odpowiedzialni.

Celowe (a tak naprawdę bezskuteczne) wymykanie się planowi swojej Duszy, unikanie powzięcia za siebie i swoje czyny oraz za wykorzystanie potencjału leżącego w takim, a nie innym doświadczeniu pełnej odpowiedzialności nie jest więc dla nas w żaden sposób opłacalne. To, co ma się zamanifestować – to i tak się dopełni, jak nie w ten, to w inny sposób.

Owszem, zostaliśmy obdarowani wolną wolą, ale możliwości korzystania z jej wielkiego potencjału oraz zdolność do swobodnego kreowania naszej rzeczywistości wzrastają proporcjonalnie do: stopnia oczyszczenia wszystkich poziomów naszego Istnienia z wszelkich ziemskich i astralnych (myśli, myślokształty, emocje, stany, mechanizmy reagowania itd.) oraz nieźródłowych uwarunkowań, iluzji, implantów i ograniczeń; osiąganego przez nas poziomu świadomości, w tym świadomości wszystkich zadziewających się w nas procesów, świadomości siebie źródłowego (dokonywania się w nas kolejnych zbliżających ku Źródłu (w nas) rozpoznań); od stopnia zawansowania naszej osobistej ewolucji; świadomości wszystkich uwikłań i iluzji otaczającego nas świata; wreszczcie od naszych zdolności do osiągania i utrzymywania się w stanie wysokich wibracji.

Naturalną konsekwencją wszystkich tych intensywnych procesów jest poszerzanie się się pola naszych Serc oraz osiąganie kolejnych poziomów naszego Osobistego Mistrzostwa, co umożliwia nam nie tylko sprawniejsze kreowanie naszej osobistej przestrzeni, w tym naszej rzeczywistości, ale również swobodniejsze posługiwanie się darem wolnej woli i wpływanie na nasz zapis karmiczny.

Temat naszego wpływu na zapis karmiczny świetnie zobrazował Leszek Żądło:

Zapis karmy nie jest jakimś fatum ciążącym nad Tobą. On się ciągle zmienia. Podejmując oczyszczanie umysłu, zmieniasz go, bo zmienia się wypadkowa twoich motywacji.

Istotny wpływ na utrwalenie się tendencji karmicznych ma czas utrzymywania ich w umyśle. Im dłuższy czas, tym silniejszy tendencja.

Uwalniająca perspektywa

Zmiana naszego dotychczasowego postrzegania wszelkich doświadczeń (w tym tzw. trudnych) przynosi nam więc cenne poczucie ulgi, swobody oraz poczucie realnego wpływu na proces naszego osobistego rozwoju. O świadomości leżącego w nich potencjału nie wspominając.

Wszystko w naszych rękach (Sercach). Bierzmy te skarby leżące u naszych stóp, czerpmy z ich bogactwa i wzrastajmy.

Nie może być inaczej.

P.S. Wszystko ma swój czas i porządek: nieuporządkowana wewnętrznie Osoba, przedwcześnie otrzymawszy nieproporcjonalnie do poziomu swojej świadomości swobodną zdolność wpływania na swój los oraz zapis karmiczny (w tym plan Duszy) mogłaby wyrządzić sobie wielką i trudną do odwrócenia krzywdę. Dostęp i moc wzrasta wraz ze stopniem (roz)poznania i miejscem na szczeblu osobistej drabiny ewolucji.

Z miłością,

Kasia

Zawrzyj umowę ze swoją Duszą

Dusza to Twój łącznik z samym Bogiem/Stwórcą/Źródłem. To Twój najczulszy Przyjaciel i Przewodnik na Twojej (Waszej) wspólnej drodze życia.

Tak, jak Ty zostałeś Jej zadany, tak i Ona Tobie. Jesteście sobie nawzajem zadani. Jesteście nawzajem darem dla siebie. Ale wiedza/świadomość/rozpoznanie tego wcale nie jest już tak oczywiste.

Do tego rozpoznania potrzeba naszej pełnej otwartości i zaufania. Dopiero w obliczu naszej gotowości Dusza może się nam zamanifestować, dać poznać, objawić.

Wyobraź sobie piękny Skarb. Tylko Głupiec nie ukryłby go należycie starannie przed wzrokiem i ciekawością innych. Podobnie jest z Duszą. Będąc Darem od Boga, żywym boskim płomieniem w nas, musiała zostać z ogromną troską i niemalże namaszczeniem ukryta przed tymi, którzy przedwcześnie odkrywszy Ją nie tylko mogliby doprowadzić do Jej osłabienia, zanieczyszczenia, okaleczenia, ile wręcz do Jej unicestwienia. A tym samym do unicestwienia siebie. Człowiek pozbawiony swej Duszy (bywają takie sytuacje, rzadko, ale są możliwe) stoi na krawędzi egzystencji. I to nie tylko ziemskiej. Utrata ziemskiego życia to mimo wszystko drobiazg w porównaniu do unicestwienia na poziomie kosmicznym (energii).

Zanim więc staniemy się w pełni otwarci i gotowi na przyjęcie w sposób świadomy swej Duszy, pełne uznanie Jej, w sobie zintegrowanie, z Nią wspólne podróżowanie ziemskimi (i nie tylko) szlakami, Dusza owszem jest przy nas, czuwa, troszczy się, ale działa z ukrycia, po cichu, nie wychyla się zza ścian swojego Domu, tylko z troską cichego Przyjaciela delikatnie nas prowadzi.

Czeka na nas.

Jeśli chodzi o otwartość i naszą gotowość: nie jest istotne, czy już wszystko rozumiemy, pojmujemy, odkryjemy i nazwiemy. Możemy nie rozumieć wszystkich tych procesów, warunków i zależności, bo najważniejsza jest szczera i czysta intencja Serca. To jest ten niezbędny warunek! Naprawdę tego chcieć. Szczerze pragnąć. Ufać. Być gotowym oddać się. Kochani, nie znam innej drogi.

Usiądź więc w ciszy swego Serca. Zatrzymaj się. Uspokój rozpędzony umysł. Wzbudź w swoim Sercu szczere uczucie wdzięczności – czyni cuda tym, którzy naprawdę je odczuwają.

Podziękuj za wszystko, co masz. I poproś o prowadzenie swoją Duszę. Poczuj, jak ciepło zaczyna rozlewać się w Twym Sercu. To Miłość płynąca wprost ze Źródła przychodzi do Ciebie i wypełnia Ciebie. To nie są górnolotne i nierzeczywiste doznania. To realny boski stan świadomości, na który otwartych jest coraz więcej osób na naszej pięknej Ziemi. To nasze zadanie. Sens naszego Istnienia. A w obecnym czasie warunek konieczny dla dokonania się w nas osobistej ewolucji. I ewolucji całej Ludzkości i Matki Ziemi.

Jesteśmy Wszyscy Jednością. Cokolwiek czynisz sobie – Innym dajesz. Cokolwiek Innym dajesz – sobie czynisz.

P.S. Pomocne w oddaniu się prowadzeniu Duszy może być zawarcie z Nią umowy. Możesz przygotować samodzielnie. Możesz też posłużyć się moimi słowami, które zostały mi przekazane ze Źródła:

Umowa z Duszą

Dziekuję Tobie Stwórco/Źródło obecne we mnie i we Wszystkim Co Jest. Dziekuję za unikalny dar życia manifestujący się w tym TU i TERAZ. Dziś w sposob świadomy pragnę oddać się Twojemu prowadzeniu, otwierając się na Twój Dar dla mnie, jakim jest moja Piękna Dusza.

Teraz zwróć się do Swojej Duszy:

Moja Piękna Duszo. Wielbię Stwórcę/Źródło w Tobie. Właśnie teraz oddaję się z pełnym zaufaniem i miłością Twojemu (Źródłowemu) prowadzeniu, wiedząc że naszym jedynym zadaniem jest wspólna droga Miłości, Dobra i Światła. Ku wzajemnemu wzrastaniu. By wreszcie móc dotrzeć i rozpłynąć się u Źródła (w nas). Prowadź mnie, Duszo, opiekuj się mną i strzeż mnie. Od tej pory rozpoczynamy nowy, bo świadomy już etap naszej ziemskiej wędrówki. Jestem bezpieczny. Jestem prowadzony. Od tej pory wiem, że wszystko, co zadzieje się, wydarzy się tylko dla mojego (naszego) Najwyższego Dobra.

P.S. Po raz kolejny stało się tak, że miał być wpis na inny temat, a zamanifestował się, „popłynął” taki. I to jest właśnie to prowadzenie.

Z miłością,

Kasia

Pierwszy krok: totalnie się poddać…

Mając ograniczone możliwości objęcia sensu i przyczyn całego naszego Istnienia, celu i zadań naszej Ziemskiej wędrówki oraz zrozumienia wszystkich prapowodów, dla których wcieliliśmy się w tym TU i TERAZ na Ziemi oraz zdając również sobie sprawę z iluzoryczności i ułomności naszego poznania pozostaje nam jedno: oddać się w akcie bezgranicznego zaufania Wyższej Sile, którą ja akurat lubię nazywać i rozpoznaję jako Źródło/Stwórcę/Boga. Nazwa nie ma tu jednak większego znaczenia, ponieważ ta Siła/Najwyższa Miłość/Mądrość i tak istniała, istnieje i będzie istnieć oraz organizuje i obejmuje Wszystko Co Jest w sposób całkowicie niezależny od naszej woli, stopnia poznania, świadomości, odczuwania, postrzegania itd.

Patrząc z perspektywy czasu, własnego doświadczenia oraz osobistych procesów, jakie przetoczyły się przeze mnie ta właśnie rzecz: akt bezwarunkowego oddania się Boskiemu Przewodnictwu/ Przewodnictwu Wszechświata (co bywa często zupełnie niewłaściwie pojmowane, bo utożsamiane z bliżej nieokreślonymi tajemnymi, czytaj: nieczystymi praktykami) wydaje się być pierwszym i podstawowym krokiem na drodze do odkrycia/zintegrowania całego siebie (w tym siebie źródłowego).

Oddając się Boskiemu Przewodnictwu, nie tyle chodzi o spojrzenie na siebie z perspektywy wewnętrznego braku, ubytku, jakiejś niedoskonałości, ile właśnie o uznanie tego, że wszystko już JEST W NAS, tylko my o tym zapomnieliśmy, jeszcze do tego nie dotarliśmy, jeszcze nie odkryliśmy tego (Źródła, PraMądrości i PraMiłości) w sobie. Takie spojrzenie stawia sprawę w zupełnie innym świetle.

Każdy z nas ma w sobie Mędrca – Boskiego Przewodnika, Osobistego Mistrza, ale potrzeba nam przygotować dla niego przestrzeń w nas. Potrzeba dać mu czas i szansę, by – w odpowiednim dla naszego najwyższego dobra momencie naszej ziemskiej wędrówki – mógł się nam wreszcie zamanifestować/objawić. Oczywiście tylko i wyłącznie oraz poprzez połączenie się ze Źródłem/Najwyższą Siłą.

Oddajemy się więc w sposób całkowicie bezgraniczny i bezwarunkowy. To jest początek pięknego procesu!

Do tego momentu w naszym życiu, w którym wreszcie decydujemy się na ten akt bezgranicznego zawierzenia i oddania najczęściej doprowadzają nas doświadczenia z bieguna cienia: różnego rodzaju trudności, cierpienia, choroby, morza wylanych łez. Bowiem te właśnie (choć nie zawsze) doświadczenia wielkiego bólu i cierpienia otwierają w nas przestrzeń gotową ostatecznie się poddać, zawierzyć, zaufać. Wszechświat czeka!

Cóż mogę mieć więc do stracenia? Wyczerpałem/am wszystkie znane mi dotąd możliwości i sposoby. Próbowałem/am wszystkiego, by sobie pomóc, by wydobyć się z otchłani lęku, bólu, cierpienia i poczucia beznadziei. Mogę już tylko zawierzyć.

I to rozpoznanie jest jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakich możesz sobie samemu podarować!

I u mnie tak było: zdecydowałam się (wreszcie! po długim czasie) oddać Wyższemu Przewodnictwu dopiero po wyczerpaniu wszelkich znanych mi i dostępnych metod/sposobów/rozwiązań. I absolutnie tego nie żałuję. To była jedna z najwspanialszych i dających najpiękniejsze owoce decyzji w moim życiu.

Ale co to znaczy: totalnie się oddać (poddać)?

Po prostu uznać, że jesteśmy cudowną częścią Czegoś Większego od nas samych, Co doskonale wie, co jest dla nas i naszego wzrostu najlepsze. To znaczy też przyznać się samemu przed sobą, że na tą chwilę naszego ziemskiego rozpoznania nie potrafię/nie umiem poradzić sobie z aktualnym stanem rzeczy – i to jest jak najbardziej w porządku. Nie muszę radzić sobie zawsze i ze wszystkim – jakie to uwalniające przyzwolenie!

Oddać się to również uznać swoją bezsilność/smutek/poczucie żalu, jednym słowem: wszystko to, co się w nas aktualnie zadziewa tak na poziomie myśli, jak i emocji, stanów itd. Może się wówczas okazać (i najczęściej tak właśnie jest), że poprzez dokonanie tego bezcennego aktu nie czujemy się już tak bardzo bezsilni czy bezradni, jak to wcześniej miało miejsce i że, mimo wszelkich przeciwności, trudów, osobistych blokad, schematów reagowania i różnego rodzaju działających w nas ograniczeń – zaczynamy odczuwać jeszcze bliżej nieokreśloną i niezrozumiałą, ale jednak: energię zmiany, transformacji, otwarcia na nowe.

A jeśli tak się na początku nie zadzieje: to też jest dobrze. Czasem potrzeba nam czasu, by móc coś w sobie przyjąć/zintegrować/by móc do czegoś w sobie domaszerować. I to również w pełni akceptujemy! Bez akceptacji ani rusz!

Wszechświat uwielbia wypełniać luki w nas, a właściwie obdarowywać nas takimi doświadczeniemi, dzięki których przepuszczeniu przez całą naszą Istotę – zyskujemy szansę na osiągnięcie kolejnego poziomu uzdrowienia, poznania, świadomości i wewnętrznej integracji. Więc te luki to nie braki, a piękne przestrzenie, które tylko czekają na nowe. Dojrzyj ich potencjał. Ujrzyj, przyjmij i odczuj, jak wiele dobrego ma szansę się zamanifestować dzięki ich uznaniu i Twojej otwartości na działanie Wszechświata/Stwórcy.

Dziś podczas pisania tych słów Dusza powiedziała: „Jak pięknie się wtedy poddałaś. Dobrze to pamiętam.”

Tak, Duszko – zalana łzami, rozpaczliwie potrzebująca prowadzenia, ale jakże wzruszona…

P.S. Przytul teraz siebie mocno, połóż rękę na Sercu i poproś o prowadzenie.

Powiedz na głos lub w ciszy Serca:

Jestem bezpieczny/a.

Jestem prowadzony/a.

Jestem zawsze zaopiekowany/a.

Od tej pory wiem, że wszystko co do mnie przychodzi – wydarza się dla mojego najwyższego dobra.

Wszechświat Ci sprzyja! Zawsze.

Na koniec tego wpisu jeszcze jedna ważna refleksja: dostęp do mocy kreowania swojego Życia otwiera się przed nami tylko w akcie zawierzenia: wszak pokora przynosi cuda. Nie może się też obejść bez wykonania ogromu pracy własnej, bowiem dopóki nie dokonamy w sobie wewnętrznych porządków – stale będziemy poruszać się tymi samymi ścieżkami, w zamkniętym kole doświadczeń.

Z Miłością,

Kasia

Tylko w akcie Miłości, czyli Ty w Nowym Paradygmacie rzeczywistości…

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie każdemu na rękę będzie droga, którą podążasz. To mocne stwierdzenie. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale czasem potrzeba nam nazwać rzeczy takimi, jakie są. I tylko w akcie Miłości.

Chodzi o zrozumienie procesów, które obecnie mają miejsce na Ziemi: nasza piękna Planeta, a wraz z Nią cała Ludzkość ma szansę (co już tak naprawdę obecnie ma miejsce) wznieść się na wyższy poziom ewolucji, wydostać się z potężnych w swym niszczącym działaniu sił matrycy naszej rzeczywistości ze wszystkimi właściwymi jej programami zniewolenia i manipulacji Ludzkości. Ciemność walczy ze Światłem, ale Światło nie pragnie walki, chce jedynie wypełnić swym blaskiem wszystkie cienie i braki. I tylko w akcie Miłości.

Osoby, które wstępują na drogę Światła mogą być narażone na rozmaite ataki – stary paradygmat rzeczywistości chcąc utrzymać się na powierzchni i bojąc się jednocześnie utracić swoją dotychczasową silną pozycję, będzie próbował ściągać w dół każdego, kto wybrał drogę wolnej, świadomej i czystej Istoty.

I mnie takie ataki nie ominęły.

Na fizycznym planie możesz więc spotkać się conajmniej ze zdziwieniem, a nawet niechęcią i odrzuceniem środowiska, które do tej pory było Tobie znajome i przyjazne. Nie rozumie ten, kto pozostaje pod wpływem starego paradygmatu. Ani to dobre, ani złe. Tak po prostu jest. To naturalne prawo Wszechświata.

Możesz mieć najczystsze intencje i choć wraz ze wzrostem świadomości, procesem pokochania samego siebie, dotarcia do Przestrzeni Serca, a wreszcie połączenia ze sobą Źródłowym (przypomnieniem sobie, kim naprawdę jesteś) w Twoim Sercu zaczynają gościć bezwarunkowa Miłość i szacunek do Każdego i Wszystkiego Co Jest, to nadal możesz pozostać niezrozumianym. A nawet tym bardziej.

Możesz też doświadczyć poczucia bycia zepchniętym na obrzeża społeczności, która nie za bardzo wie, jak się ustawić względem Ciebie i Twojej (nowej, a tak naprawdę zadanej nam tu na Ziemi i jedynej, by dotrzeć do siebie Źródłowego) drogi życia. Takie doświadczenia/odczucia/ procesy to naturalna konsekwencja wejścia na drogę Duszy. Wychodzisz ze starego paradygmatu rzeczywistości. Chwilowe (a czasem i dłuższe) poczucie osamotnienia towarzyszy tysiącom ludzi w procesie. W końcu dojdziesz do cudownego rozpoznania, że tak naprawdę nigdy nie byłeś i nie jesteś sam.

Więc pozostaw innym, co do nich należy.

Obdarowują Ciebie brakiem szacunku – zostaw to tym, co tak czynią. To ich własny brak – nie Twój. Ale czyń to wyłącznie w akcie Miłości. Ten, kto nie szanuje innych, w rzeczywistości nie szanuje samego siebie. Potrafimy dać innym wyłącznie to, co sami dzierżymy w całej swej Istocie. Szanuj więc Wszystkich w sposób bezwarunkowy. Nie miej innym za złe tego, co Tobie czynią. Każdy jest w procesie, nawet gdy o tym nie wie.

Nie otrzymujesz zrozumienia – spróbuj sam zrozumieć. Rozumiej (odczuwaj) wyłącznie wibracją Serca. I tylko w akcie Miłości.

Spotkałeś się ze słowami krytyki – wiedz, że krytyka najbardziej rani tego, kto ją wypowiada. Jak wiele trzeba mieć w sobie nieukochania i nieakceptacji, by innych oceniać! Zostaw to tym, co tak czynią. Za aktem oceny/krytyki kryje się przede wszystkim lęk. Wiedz, że osoby, które w ten sposób czynią nie potrafią wydostać się z jego niskich wibracji. Czasem konieczne jest nam odejść od takich ludzi, ale tylko w akcie Miłości.

Nigdy nie odpowiadaj pogardą na pogardę, a wyszydzeniem na cynizm. Współczuj szczerze każdemu, kto wypełnia się niską wibracją pogardy dla innych. To straszne uczucie. Godzi w samo Serce tego, który je odczuwa. Odcina od Przestrzeni Serca, uniemożliwia poczucie Jedni z Domem swojej Duszy, ze Źródłem w nas wreszcie. Pomyśl o takim człowieku z intencją Miłości w sercu. I życz mu jak najlepiej.

Czujesz się osamotniony na swej drodze – większość, jeśli nie wszyscy, którzy rozpoczynają drogę do osobistego Mistrzostwa doświadczają takiego etapu w swoim ziemskim życiu. Tak ma być. Musi odejść stare, by zrobić miejsce nowemu. Podziękuj Wszystkim, którzy szli do tej pory przy Tobie. Każdy z nich coś Tobie podarował, nawet jeśli w pierwszym momencie tego nie dostrzegasz. Podziękuj i życz Wszystkim, którzy odchodzą lub odeszli, jak najlepiej. I tylko w akcie Miłości.

Każdy ma swoją drogę, swój stan rozumienia rzeczy, swoje miejsce w ziemskim polu doświadczeń. I tak jest dobrze.

Szanuj i kochaj każdego. Przy czym kochać każdego nie oznacza wystawiać się czy zgadzać na atak, a umiłować Źródło/Boga obecnego w każdym stworzeniu/Istocie.

Nie odpowiadaj innym według prawideł starego, nieaktualnego już paradygmatu rzeczywistości: co Ty mi, to ja Tobie. Zresztą przyzwolenie na takież działanie nigdy nie było zgodne z Boskim zamysłem. Tworzymy Nowy Świat! Niech to będzie czas Ludzkich Serc i braterstwa Dusz. Zobacz, dokąd Ludzkość doprowadziła siebie i świat swoim dotychczasowym działaniem! Nie przedłużaj tej destrukcji. Nie zasilaj starych, niszczących programów. Bądź Światłem i Miłością. I Ciszą bądź.

Zmiana w Tobie – zmienia świat. Nie od razu, ale jednak. Z cierpliwością wytrwałej Natury drąży w skałach drugiego człowieka kroplami Boskiego Oceanu. Aż dokopie się do Przestrzeni Serca. Jesteśmy wszyscy ze sobą połączeni.

Ale, żeby było jasne: nigdy nie pozwalaj na to, by ktoś Ciebie krzywdził. Stawiaj granice. Broń się. Interweniuj. Ale tylko w akcie Miłości.

Dziękuję Ci. Z całego serca.

Kasia

P.S. Zawsze zaczynam od siebie. Każdego dnia. Nieustannie. Czystość Serca – bezcenna!

Od porządków u podstaw do świadomości Źródłowej…

Trudna emocja – świetnie! Biorę to! Dziś wychodzenie ze swojej strefy komfortu, czyli świadome, uczciwe i uważne spotkanie z tzw. trudną emocją czy stanem we mnie jest przyjmowane z ekscytacją i poczuciem uczestniczenia w kolejnej fascynującej, pięknej i porywającej podróży Życia.

Każde takie wejrzenie w siebie: emocjonalnego, skondensowanego, esencjonalnego, odczuwającego to przecież dar od Życia/Duszy/ Wszechświata/wreszcie od siebie samego na drodze osobistej ewolucji. To błogosławieństwo! A nie próba pognębienia nas.

Ale nie zawsze tak było. Przez całe lata ziemskiego doświadczania nie bardzo wiedziałam, co mam uczynić z całą feerią doświadczanych emocji i stanów. Płynęłam Oceanem Życia bez znajomości pojawiających się nań prądów, bez umiejętności czytania osobistej mapy podróży, zdolności nawigowania, a co najważniejsze bez znajomości samej siebie i braku zakotwiczenia w sobie.

W ten sposób odbywana podróż po porywanych nieznanymi prądami, gwałtownym wirami i niespo- dziewanymi sztormami wodach nie mogła kończyć się dobrze. Cóż… mój osobisty statek wciąż tonął, mapa Życia przepadała w odmętach wzburzonej wody, a ja chcąc utrzymać się przy Życiu, chwytałam się czego tylko mogłam.

Rozpacz, ból, lęk, poczucie bezradności… Z jednej trudnej emocji (tzw. trudne emocje czy stany to rozróżnienie na poziomie ziemskiego konstruktu, na poziomie Nieba/Duszy to po prostu informacja, energia, doświadczenie) przechodziłam płynnie w inne, jeszcze bardziej gęste, intensywniejsze, jeszcze bardziej dotkliwe…

Rozpoczęłam trwający wiele lat osobisty proces uzdrawiania/oczyszczania na podstawowym poziomie: myśli, umysłu, ego, emocji, monologu wewnętrznego, schematów myślowych, przekonań na swój temat itd.

Praca u podstaw, gruntowne porządki, oczyszczanie, odgruzowywanie, odkry- wanie tego, co znajduje pod spodem.

Uzdrawiając siebie – z coraz większą akceptacją i miłością potrafiłam przyjmować innych. Z tym wszystkim, co się na nich składa.

Zasada rezonansu, współoddziaływania. Im więcej było we mnie zgody na mnie samą, tym więcej pojawiało się zgody na drugiego człowieka.

Poczucie wolności. Ulga. Błogość.

Kolejnym krokiem było zdanie sobie sprawy/zintegrowanie w sobie tego, że wszystko jest Energią. Niby wiedziałam o tym od wielu lat, ale nie potrafiłam tej wiedzy/świadomości wpleść w doświadczenie. Co nam po wiedzy, z której nie wiemy jak, kiedy i po co z niej korzystać?!

I znowu ruszył proces. Tylko level już wyższy. Trochę błądzenia, wiele niewiadomych, ogrom potknięć, upadków nawet. Ale udało się zachować wewnętrzną dyscyplinę i wytrwałość.

Dotarcie do Przestrzeni Serca. Odczuwanie czystości i świętości tego miejsca.

Zamanifestowała się Miłość. Energia Miłości. Świadomość prowadzenia. Zaufanie Wyższemu Przewodnictwu. Iluzja siebie fałszywej odpadła. Musiała odpaść. Innego wyjścia nie było. Ego się poddało. Wreszcie. Co za ulga!

Proces trwał.

W końcu pojawiła się gotowość i otwartość na to, by usłyszeć głos Duszy. Na początku, aż trudno było mi uwierzyć w to, czego doświadczałam. Umysł podchodził krytycznie. Bojkotował. Poddawał w wątpliwość.

Znów odpuszczenie. Tak potrzebna pauza. Chwila, a nawet dni i tygodnie na wewnętrzną ciszę. Już wtedy Źródłową – czego wtedy jeszcze nie rozumiałam.

Trochę niewiadomych. Kilka upadków. Trochę wewnętrznej szarpaniny. Ale też ogrom zaufania.

I znów głos Duszy. Tym razem silniejszy i pewniejszy. A ja poddająca się już bez oporu. Umysł tym razem przestał się sprzeciwiać, wyciszył się, uspokoił. Jest wspierającym towarzyszem, a nie kontrolującym Panem.

Komunikacja z Duszą coraz sprawniejsza. Kolejny poziom. Czyżbym ja Źródłowa?

Proces. Pełna integracja. Z Duszą zespolenie. Wzruszenie i wdzięczność. Zalew Miłości.

Świadomość kosmiczna. Jestem Dzieckiem Wszechświata! Źrodło we mnie, a ja w Nim. I cały czas w drodze. Nieustannie. Jakie to piękne!

To moja droga – tak pokrótce. Od trudnych emocji i nieporadnych prób poradzenia sobie z nimi poprzez porządki u podstaw, dotarcie do Przestrzeni Serca, a wreszcie do świadomości siebie Źródłowej.

Dlatego, gdy teraz pojawia się jakaś tzw. trudna emocja czy stan to ja na to: „Świetnie! Biorę to!”.

Zapraszam to, co trudne, męczące czy wymagające do „wspólnego stołu”. Siadamy sobie razem, poznajemy się bliżej, rozmawiamy „przy herbacie”. W ten sposób lubię opisywać te nasze spotkania.

Spotykając się z czymś trudnym w nas – dotykamy przecież luk, które Wszechświat doskonale widzi i chce je móc wreszcie uzdrowić, zrównoważyć, napełnić światłem.

Stąd takie właśnie doświadczenia, które poprzez wywołanie mało komfortowych uczuć (lęk, żal, poczucie winy itd.) czy stanów otwierają szansę – energetyczny portal na ich oczyszczenie i uzdrowienie.

Bo wszystko jest Energią. Myśli i uczucia też.

Trudne emocje – praca u podstaw, by móc się wreszcie wznieść.

To droga do osobistego Mistrzostwa.

P.S. Im bliżej siebie jesteśmy, im bardziej zjednoczeni ze swoim Osobistym Centrum we wspólnym tańcu doświadczania i wzrostu, im więcej takich „spotkań” przepuściliśmy przez siebie, tym rzadziej doświadczamy trudnych emocji, ponieważ wibrujemy na innych, wyższych częstotliwościach, w Energii harmonii, pokoju i Miłości.

Czego nam Wszystkim życzę.

Kasia

Kocham Was, moje cienie…

Ciemne miejsca w nas mają jedno zadanie: doprowadzić nas do naszego wewnętrznego Źródłowego światła.

„Przytul to ciemne w Tobie. Wlej Miłość w każdy swój cień” – powiedziała Dusza.

Łatwo powiedzieć! – taka byłaby zapewne moja odpowiedź jeszcze kilka lat temu. Pojawienie, zamanifestowanie się jakiegokolwiek cienia: myśli, uczucia, stanu, reakcji, schematu itd. wywoływało we mnie szereg trudnych do opisania stanów dezorientacji, lęku, braku akceptacji i nawet… odrzucenia. I tu znowu – proces. Długi i mozolny. Wewnętrzna praca. Burzenie systemu. Przebudowa. Odgruzowywanie. Porządki. Najpierw w lęku i niepewności. Ostrożność i uwalniające się wciąż pokłady napięcia. Zdejmowanie kolejnych warst iluzji na swój temat. Jak wspinaczka: im wyżej (głębiej siebie), tym intensywniej, trudniej, bardziej esencjonalnie. Czasem nie możesz złapać tchu, ale zaczynasz widzieć szerzej i pełniej. A widoki coraz piękniejsze!

Bo każdy z nas składa się ze światła i cienia. Te dwa pierwiastki są śladem Boga w nas! Są Jednym i Tym Samym. Pochodzą ze Źródła i do Niego (w nas) chcą nas doprowadzić. W Źródle mają swój początek, bowiem TAM nie ma żadnego rozróżnienia, żadnego wartościowania, podziału na dobre i złe. To tu na Ziemi, w naszej energetycznie grząskiej i gęstej matrycy rzeczywistości przywykliśmy do rozdzielania, wartościowania, stopniowania… To pułapki umysłu (w tym niższego umysłu, czyli ego). Warto zachować tu niezwykłą ostrożność i uważność. Zdając sobie sprawę z uwarunkowań naszego ziemskiego konstruktu, związanego przecież z różnymi ograniczeniami choćby w ułomności naszego rozpoznania, zyskujemy szansę na uzyskanie szerszej, niż tylko ziemska, perspektywy.

Gdy więc przyjmujemy, że cienie w nas są tak naprawdę drogą do światła w nas, latarnią wskazującą nam właściwy kierunek na oceanie naszego życia, doświadczania, powrotu do nas Źódłowych – mamy szansę wydobyć leżący w nich, zakopany i niewidoczny do tej pory dla naszych oczu, umysłu, konstruktu (Duszy nie – Ona wie więcej niż my, ale czeka na naszą otwartość i gotowość) i ograniczonego, ziemskiego postrzegania – potencjał wzniesienia.

Nie bój się ciemnych miejsc w sobie. Spotkaj się z nimi, zapoznaj, wysłuchaj, co mają Tobie do powiedzenia. Pojawi się zapewne wiele myśli i uczuć, zapewne mało komfortowych, ale zatrzymaj się przy nich w sobie, zaczekaj, daj szansę im zaistnieć, zamanifestować się, wyrazić. Zauważone, uszanowane, zaakceptowane i przyjęte – rozpuszczą się w polu Twej (Źródłowej) Miłości, a energia, którą przecież niosą (wszystko jest energią!) – wzniesie Ciebie i pomoże Ci wzrosnąć.

Taka jest rola i przeznaczenie ciemnych miejsc w nas. Rozświetlać nas u Źródła.

Ukochaj je i przyjmuj w sobie z Miłością i akceptacją. I bądź Światłem. Jesteś Światłem, tylko o tym na chwilę zapomniałeś.

Kasia

P.S. Gdy przyjmujemy z Miłością nasze cienie – przyjmujemy też z Miłością każdego człowieka. Ze wszystkim, co w sobie posiada.

Bo wszyscy jesteśmy ze sobą tak pięknie połączeni.

Zmiana w Tobie wpływa na świat. A w obecnym czasie to naturalne prawo Wszechświata jeszcze bardziej przybiera na znaczeniu i sile.